Słowianie Zachodni

Znajdziesz tu prawie nie znane fakty z bogatej, burzliwej i fascynującej historii średniowiecznej Słowiańszczyzny Zachodniej. Poczujesz dumę z przynależności do ludów słowiańskich, jeśli jesteś etnicznym Słowianinem.    Henryk Gralak

  Motto tej strony: (...) z normańskich sag wyraźnie wynika, że wikingowie nie bali się niczego i nikogo oprócz pomorskich Słowian.

Wstęp.
W powszechnej świadomości społeczeństw okres średniowiecza w kontekście tematów "morskich" czyli piractwa, łupieżczych wypraw jakie miały wtedy miejsce na Morzu Bałtyckim, Morzu Północnym, kojarzy się prawie wyłącznie z Wikingami pochodzącymi ze Skandynawii czyli Germanami. To bardzo zafałszowany pogląd rozpowszechniany metodą tzw."hollywood'zką". Tymczasem przez ponad dwa wieki na wodach tych dominowali Słowianie. Winę za ten fałszywy obraz ponosi (również) strona nasza czyli słowiańska (polska) nie dbająca o propagowanie tej wiedzy na zachodzie. Trwające wciąż prace archeologów i historyków przedstawiają zgoła inny obraz tego czasu jaki miał miejsce w rejonie mórz Bałtyckiego i Północnego a nawet północnego Atlantyku od wybrzerzy Norwegii aż do Islandii i być może Grenlandii (prawdopodobnie potwierdzające to odkrycia to tylko kwestia czasu). Poczynając od końca X wieku dominującą rolę na tych morzach przejmowali Słowianie skutecznie eliminując element germański, choć ofiary ich wypraw w Brytanii (Szkocja, Anglia i Walia), Lofoty, Orkady, Wyspy Owcze z przyzwyczajenia nadal kojarzyły ich z dawnymi, skandynawskimi wikingami. Słowianie jako lud byli nieporównanie liczniejsi od Skandynawów i większą liczbą dokonywali wypraw. Wszystkie wybrzerza bałtyckie i pólnocnomorskie oraz wyspy były regularnie "odwiedzane" przez Połabian, Ranów i Pomorzan co doprowadziło do poważnego wyludnienia tych krajów. Jednak w mniejszym stopniu od Skandynawów zasiedlali oni zdobyte tereny. Z reguły po zabraniu łupów i jeńców wracali do swoich siedzib.
  Słowianie w niektórych dziedzinach, nie tylko nie byli prymitywni, jak twierdzili (i twierdzą nadal) naukowcy niemieccy, ale znacznie wyprzedzali sąsiednie ludy. Dziedziną w której nikt nie mógł się równać ze Słowianami, było np. budownictwo drewniane. Kiedy Słowianie zachodni mieszkali w zaopatrzonych w piece domach o konstrukcji zrębowej (z drewnianych bali, jak współczesnie spotykane w Tatrach), sąsiedni Germanie budowali wyposażone w paleniska półziemianki, w których ściany stanowiły wbite w ziemię pale przeplecone gałęziami, a calość była pomazana gliną lub uszczelniana darnią. Słowianie w tym czasie metodą tą wznosili jedynie mniej ważne zabudowania gospodarcze, jak chlewy i kurniki. Drewniane budownictwo obronne miało niespotykane gdzie indziej walory obronne, zawsze wyprzedzające swą epokę. Słowiańskie grody charakteryzowała odmiennosć konstrukcji wału, jego wysokość i nadzwyczajna, dzięki konstrukcji hakowej, wytrzymałość. Niektóre grody (zwłaszcza wniesione w miejscach o słabych naturalnych walorach obronnych), posiadały skomplikowany system fos suchych i mokrych, rzędy wałów ziemnych i wbitych w ziemię pali, uniemożliwiających bez poważnych prac inżynieryjnych korzystanie z wież oblężniczych, a także pomniejsze palisady, które zmuszaly szturmujących do korzystania z drabin, jeszcze przed osiągnięciem podstawy właściwego wału. Słowiańskie grody miały nawet ulice i place w postaci płaskich pomostów drewnianych, co jest niespotkane u ich zachodnich, germańskich i celtyckich sąsiadów. Na ich tle konstrukcje obronne z drewna u Germanów i Skandynawów wyglądają nad wyraz mizernie i prymitywnie. Trzeba też jasno powiedzieć, czy to się komuś podoba czy nie, że Germanie niczego samodzielnie nie wymyślili a wszystko co obejmuje termin "cywilizacja" przejęli od innych, Celtów, Maurów a najwięcej od Rzymian, których północne prowincje przez parę wieków plądrowali.
  Warto pogłębić swoją wiedzę o Słowianach w oparciu o prace wybitnych archeologów jak Józef Kostrzewski, Konrad Jażdżewski i innych polskich naukowców a nie tylko "polskojęzycznych", powtarzających stare hitlerowskie brednie członków NSDAP.     Henryk Gralak

  Pogromcy wikingów
   Rok 789 wyznacza datę pierwszego grabieżczego najazdu norweskich wikingów czyli "mieszkańców zatok" na klasztor u wybrzeży Anglii. Później jest rok 802, gdy duńska flota pod wodzą legendarnego Holsgera Danske gromi wojska Karola Wielkiego, co przyczynia się do upadku imperium Franków. Danowie ruszają na Anglię i Irlandię, penetrują wybrzeża Francji, zdobywają Paryż. Osiągają Morze śródziemne. Walczą z Arabami w północnej Afryce, a na Sycylii zakładają własne księstwo! Docierają do Morza Czarnego i wkrótce są w gwardii przybocznej cesarza Bizancjum. Największe rozmiary osiągają wyprawy na północ, pozwalające odkryć Islandię, Grenlandię czy wreszcie wybrzeża Ameryki. Szwedzcy wikingowie zwani Waregami, penetrują wybrzeża wschodniego Bałtyku, a rzekami ruszają ku górom, aby z drugiej strony spłynąć do Morza Kaspijskiego i Czarnego. Jednak wielkie floty nieustraszonych wikingów konsekwentnie omijają wybrzeża południowego Bałtyku. Tam mieszkają ci, którym nie trzeba się narażać, bo siła ich wojowników odcisnęła już piętno na mieszkańcach skandynawskiej ziemi. Wikingowie boją się!? A może współpracują z tymi zadziwiającymi ludźmi, którzy nie znają lęku, a hołdy składają jedynie potędze natury.
   Kim są pogromcy wikingów? Zdobywcy wielkich skandynawskich ośrodków handlowych! Kim są ludzie, przed którymi drżą Germanie wybrzeży południowej Szwecji, północnych Wysp Alandzkich i licznych duńskich wysp, Jutlandii a nawet Norwegii? Aby chronić się przed tymi wojownikami wikingowie budują solidne twierdze, warowne kościoły i murowane zamki. Chrześcijańscy książęta i królowie składają dary ich pogańskim bogom oraz płacą daninę, czyli dań /okup/ od Danów, ich legendarnemu wodzowi Wizymirowi. Ich piękna i dumna królowa (Świętosława), sławiona przez skaldów jako Sygryda Storrada decyduje o losach normańskich i angielskich władców, a jej dzieci władają Anglią, Danią, Szwecją i Norwegią. Władców plemiennych wspólnot tych nieustraszonych żeglarzy tytułowano królami, a jeden z nich został Morskim Królem. Wyprawy potężnych wikingów starały się omijać ich wybrzeża i grody, aż do połowy XI wieku! A później - odpowiedzią na każdy normański najazd były - pustoszące wyspy duńskie i Skanię - odwetowe wyprawy niezwyciężonych flot jedynych żeglarzy, przed którymi drżeli nieustraszeni wikingowie: wojowników słowiańskiej chąsy wolińskich, wieleckich i obodrzyckich plemion z Wolina i Kamienia, Wołogoszczy i Gryfii, Strzałowa i portów Rugii, Wyszomierza, Stargardu Wagryjskiego, Barda nad Zatoką Prońską, Choćkowa i wyspy Wębrzy /Fehmarn/ oraz Mechlina /Mecklenburg/. Znany duński kronikarz Saxo pisze o potędze chąśników: " W owych czasach rozzuchwalili się piraci: od granic Słowian, aż po rzekę Eiderę wszystkie wsie na wschodzie opuszczone przez mieszkańców leżały odłogiem. Zelandia, wyczerpana i wyniszczona od południa i wschodu, pozostawała w odrętwieniu. Na Fionii rozboje nie pozostawiły niczego oprócz garstki mieszkańców. Falstria, zwarta nie tyle swym obszarem, co odwagą i męstwem mieszkańców wyrównywała niedostatki małości ... Lollandia zaś, chociaż od Falstrii okazalsza, starała się uzyskać spokój za okup w pieniądzach. Reszta pustką zaległa". Imiona wielkich chąśników: Racibora, Dunimysła, Unibora, Niedamira, Rokiela, Wyszaka czy Misława wiele znaczyły na Bałtyku w XII wieku. Nie mieli oni szczęścia do kronikarskich opisów i godnego miejsca w wielkiej historycznej literaturze. Dzieje ich zwycięstw i dokonań zanikły wraz z ich pogańską świetnością. Wiele ich czynów zostało przypisanych germańskim Normanom. Może właśnie z powodu wiary nie znaleźli uznania u chrześcijańskich, kronikarzy? Ale wiara czyni cuda i na pewno zadziwiający słowiańscy chąśnicy i floty słowiańskiej chąsy odnajdą swoje miejsce w dziejach bałtyckiej i północnomorskiej żeglugi. A mają czym się szczycić.

   Słowiańscy piraci czy korsarze?
Na podstawie tekstu z Gazety Rycerskiej, autorstwa Macieja Żuławnika.
OD FURII SŁOWIAN UWOLNIJ NAS PANIE!  (parafraza)

 Trwające kilkadziesiąt lat wyniszczające walki między pogańskimi Słowianami Zachodnimi, a sąsiadującymi z nimi państwami chrześcijańskimi, doprowadziły do tego, że ci pierwsi - z braku środków do życia i trudnej sytuacji politycznej - oddali się morskim rozbojom.
   Niektóre z miast portowych, m.in. na wyspach Fehmarn i Rugii, przekształciły się w gniazda pirackie, skąd następnie Słowianie dokonywali udanych wypraw na łatwo dostępne wyspy duńskie, a także wybrzeża szwedzkie i norweskie, a nawet dalej - do skolonizowanej przez Niemców Lubeki. Największą i bodaj najbardziej znaną wyprawą morską średniowiecznych Słowian był w sierpniu 1136 roku najazd na będącą pod duńskim panowaniem Konungahelę, ważny gród i port handlowy leżący na pograniczu Norwegii i Szwecji.
   Piraci czy korsarze?
   Na wstępie należałoby postawić pytanie, czy średniowieczni żeglarze słowiańscy parali się piractwem, czy może korsarstwem? Czym właściwie jest piractwo? Współczesne encyklopedie i słowniki podają, że jest nim bezprawny akt przemocy prowadzący do pozbawienia wolności lub rabunku, dokonywany na pełnym morzu przez statki prywatne. Czy zatem możemy mówić o piractwie wśród Słowian zamieszkujących południowo-zachodnią część basenu Morza Bałtyckiego, skoro niektóre z łupieżczych wypraw dowodzone były przez możnych, a niekiedy także przez samych książąt, tak jak w przypadku najazdu na Konungahelę? Czy nie lepiej mówić wtedy o korsarstwie, które, w przeciwieństwie do piractwa, jest rozbojem dokonanym na mocy upoważnienia panującego, czasem pod jego osobistym przewodnictwem? W przypadku Słowian Zachodnich granica między jednym a drugim jest niemal niezauważalna, przez co trudno jednoznacznie określić, czy Słowianie parali się piractwem, czy też może korsarstwem. Opisywana w niniejszym artykule wyprawa na Konungahelę była z całą pewnością wyprawą korsarską.
   Piractwo i korsarstwo rozwinęło się na gruncie trudnej sytuacji politycznej w zachodniej części basenu Morza Bałtyckiego. Najważniejszą przyczyną powstania i rozkwitu tego procederu były najazdy duńskich i niemieckich możnowładców na ziemie zachodniosłowiańskie. Helmold, proboszcz z Brzozowa w Wagrii, w swojej "Kronice Słowian", stanowiącej dzisiaj jedno z najcenniejszych źródeł do poznania dziejów morskich rozbojów Słowian Zachodnich, tak opisuje plemię Winuldów:"Cały ten lud oddany jest bałwochwalstwu, przebywa stale w ruchu i podróży, uprawia piractwo godzące z jednej strony w Duńczyków, z drugiej - w Sasów"1. Jednakże to właśnie Duńczycy i Niemcy odznaczali się wyjątkowym okrucieństwem organizując wyprawy na Słowian. To oni w dużym stopniu przyczynili się do tego, że ci, wypierani przez niemieckich kolonistów, zamienili swoje siedliska w pirackie gniazda. Helmold w dalszej części swego dzieła zamieścił wypowiedź księcia Wagrów - Przybysława:"Cóż nam więc pozostaje, jak opuścić ziemię i na morzu wśród odmętów szukać schronienia. I czyż naszą będzie winą, jeśli wypędzeni z ojczyzny zaniepokoimy morze i brać będziemy łupy od Danów i kupców, co po morzu żeglują"2. Monolog ten jest co prawda tworem literackim, jednakże w pełni odzwierciedla nastroje panujące wśród ówczesnych Słowian. Ponurą sławą rozbójników morskich cieszyli się wówczas posiadający jedną z najlepszych flot na Bałtyku Ranowie, zamieszkujący wyspę Rugię, na której w Arkonie znajdowało się sanktuarium Świętowita, dzięki czemu zmuszali oddające cześć bóstwu plemiona do uznania ich zwierzchności i płacenia wysokiego trybutu. To przede wszystkim Ranowie niepokoili duńskie wyspy i skandynawskie wybrzeża, ale pirackim procederem parali się także Obodrzyci oraz Pomorzanie. Wyprawy Słowian trwały od drugiej połowy X do drugiej połowy XII wieku i stanowiły kontynuację najazdów wikingów, które z kolei przypadały na okres od VIII do X wieku. W przeciwieństwie do Skandynawów, Słowianie nigdy nie osiedlali się na długo na podbijanych terenach.
   Długie łodzie i topory brodate
   Jak zanotował kronikarz z Wagrii, okręty stanowiły dla Słowian"jedyne bogactwo"3. Ich rekonstrukcje możliwe były dzięki znaleziskom wraków, a także rycinom zamieszczonym na kamieniach runicznych. W 1967 i 1968 roku w Ralswiek na Rugii archeolodzy znaleźli wykonane z dębowych listew trzy łodzie z IX-X wieku. Najstarsza z nich miała od 13 do 14 metrów długości i około 3,5 metrów szerokości. Swoim wyglądem przypominały jednostki używane przez wikingów, gdyż to właśnie ze Skandynawii zaczerpnięto sposób budowy oraz pomysł wykorzystania siły wiatru do ich napędzania. W przeciwieństwie do statków skandynawskich, cechowały się małym zanurzeniem i umieszczonym bliżej dziobnicy ożaglowaniem, wykonanym z płótna lub cienkich skór. Jednostki nie były łatwe w manewrowaniu, gdyż żeglarze nie posiadali w tym czasie żadnych przyrządów nawigacyjnych, ale były za to bezpieczniejsze na wzburzonym morzu. W dzień korzystali ze słońca, w nocy zaś z gwiazd, ponadto brali pod uwagę siłę i kierunek prądów morskich oraz wiatru. Żeglowali blisko lądu, natomiast w czasie burzy lub mgły chronili się w licznych fiordach, które charakteryzowały linię brzegową zachodniej części basenu Morza Bałtyckiego, skąd też nierzadko dokonywali napadów na bezbronne jednostki handlowe. Piraci chronili się także w deltach rzek, tam też zakładali swoje bazy.
   Statki używane do celów wojennych, przypominające swoim wyglądem jednostki wikińskie, posiadały osłony z drewna wznoszone na burtach tuż przed bitwą oraz haki umieszczane na długich drągach, których używano do abordażu. Rolę ochronną przed gradem strzał pełniły także tarcze. Według reliefu z drzwi katedry gnieźnieńskiej z XII stulecia, na dziobnicy i tylnicy posiadały zdobienia w kształcie głów węży lub smoków. Słowianie, tak jak niegdyś wikingowie, duży nacisk kładli na atak z zaskoczenia, starali się jak najszybciej dotrzeć do celu bez wcześniejszych starć na morzu lub rzece. Wynikało to przede wszystkim ze stawianych flocie zadań, do których należało przerzucanie wojsk na terytorium wroga lub obrona wybrzeży. Morze traktowano wówczas jeszcze jako dogodną drogę, a nie akwen do działań bojowych. Według"Heimskringli" ("Krąg świata"), XIII-wiecznego źródła opisującego dzieje królów norweskich, okręty słowiańskie mogły zabrać na pokład 44 osoby oraz dwa konie4. Dzięki konnicy Słowianie mogli szybciej opanować wybrane w głębi lądu cele, jednak podczas walki na morzu płochliwe konie stanowiły dla nich duże zagrożenie. W skład uzbrojenia słowiańskich korsarzy i piratów wchodził hełm, łuk, topór bojowy o szerokim ostrzu, tzw. topór brodaty, miecz jednosieczny oraz tarcza. Ta ostatnia, początkowo okrągła, od XI wieku przyjęła wydłużony kształt ze spiczastym zakończeniem u dołu, tzw. tarcza normańska.
   Wyprawa na Konungahelę
   Konungahela (Konghelle, obecnie Kungölv w południowej Norwegii), leżąca na granicy Norwegii i Szwecji w rozwidleniu rzeki Götafeld, znajdowała się w XII wieku pod panowaniem Eryka II, króla Danii. Pełniła wówczas funkcję ważnego ośrodka handlu morskiego i lądowego. Od strony morza dostępu do portu broniły wysokie i strome brzegi fiordu, z drugiej potężny, dobrze ufortyfikowany gród. Konungahela wydawała się być niemal nie do zdobycia. Mimo że Dania podzielona była wówczas na szereg małych księstw i nie była w stanie zdobyć się w krótkim czasie na wystawienie floty, która mogłaby skutecznie przeciwstawić się najeźdźcy, to jej okręty wciąż stanowiły realne zagrożenie dla wrogów.
   Nie wiadomo dokładnie jaki był faktyczny cel wyprawy, którą osobiście poprowadził rezydujący w Kamieniu książę Racibor I z dynastii Gryfitów, lennik księcia Bolesława Krzywoustego oraz brat Warcisława I, pierwszego historycznego władcy Pomorza Zachodniego. Prawdopodobnie, obok chęci zdobycia cennych łupów, o które w tak bogatym mieście nie było trudno, Słowianom przyświecał jeszcze cel polityczny - rozbicie układu duńsko-niemieckiego, którego ostrze wymierzone było w piratów i ich łupieżcze wyprawy, a także osłabienie gospodarcze i militarne Danii, głównego przeciwnika Ranów i Pomorzan. Faktem pozostaje jednak, że była to największa wyprawa morska Słowian Zachodnich. Jak podają źródła, wzięło w niej udział około 650 okrętów i prawdopodobnie około 29 tys. wojowników5! Czy w rzeczywistości tak było? Trudno jest dzisiaj na to pytanie odpowiedzieć. Jednak jest możliwe że tak duże przedsięwzięcie mogło wówczas dojść do skutku.
   Należy pamiętać, że kronikarze, dzięki którym posiadamy takie dane, częstokroć zawyżali siły przeciwnika, aby usprawiedliwić porażki lub wyolbrzymić zwycięstwa. Tak czy inaczej, potężna flota pomorska wypłynęła w kierunku Konungaheli z portu kołobrzeskiego, aby po pokonaniu 300 mil i dwóch cieśnin duńskich dotrzeć bez większych przeszkód do ujścia rzeki Götaelf. Do grodu leżącego 10 km w głębi lądu prowadziły jej dwie odnogi. Racibor, który nie po raz pierwszy brał udział w wyprawie na Skandynawów, a którego samo imię budziło przerażenie wśród wikingów, podzielił wojsko na dwie części, po czym skierował je pod bramy miasta. Rankiem 9 sierpnia 1136 roku obie armie ujrzały przed sobą cel wyprawy.
   W tym czasie w grodzie niejaki Einar, zięć proboszcza Andrzeja, wtargnął pospiesznie do kościoła, gdzie właśnie odprawiano poranną sumę, i powiadomił zebranych o licznych okrętach zmierzających w ich kierunku. Ludzie natychmiast opuścili mury świątyni, uzbroili się, a następnie zajęli dogodne pozycje na zbudowanym z drewnianych belek nadbrzeżu. Część Słowian bez większych przeszkód dobiła do brzegu, a następnie konno otoczyła gród. Pozostali nie mogli rozwinąć szyków, gdyż z jednej strony zaatakowały ich uzbrojone statki tamtejszych kupców, z drugiej zaś, zostali obrzuceni gradem strzał, oszczepów i kamieni przez stojących wzdłuż koryta rzeki obrońców. Po ciężkich walkach z kupcami wojownicy Racibora spalili statki Skandynawów, wzięli do niewoli tych co pozostali przy życiu, i wydostali się na brzeg. Nie było to trudne, gdyż obrońcy widząc przewagę Słowian pospiesznie wycofali się do miasta lub schronili za murami grodu. Najeźdźcy słowiańscy stracili w pierwszej fazie bitwy podobno 170 statków wraz z całym wyposażeniem6. Po krótkim odpoczynku Słowianie przystąpili do ostatecznego szturmu miasta, które zdobyli i spalili, oczywiście w pierwszej kolejności zabierając cenne łupy.
 Ci co nie zginęli od mieczy Słowian lub płomieni palącego się portu, znaleźli schronienie za murami grodu, ostatnim punkcie oporu. Racibor próbował jeszcze nakłonić Skandynawów do poddania się, zapewniając im możliwość bezpiecznego opuszczenia grodu wraz z bronią, suknem i złotem, jednakże obrońcy ani myśleli o kapitulacji. Brak zgody na zaproponowane przez Pomorzan warunki oznaczał tylko jedno - kontynuację batalii. Oblężeni, widząc zdecydowaną przewagę Słowian i determinację w osiągnięciu celu, postanowili ściągnąć posiłki z głębi lądu. W leżącej na północ od Konungaheli Skurbargi, gdzie właśnie odbywała się wielka uczta, na wieść o oblężonym grodzie niejaki Olwer chwycił wielki topór i krzyknął do współbiesiadników: "Powstańmy, zacni mężowie, chwyćmy za broń i pójdźmy na pomoc mieszczanom, albowiem każdemu, kto by to widział lub słyszał, zdałoby się to haniebnem, że my tu siedzimy i piwem brzuchy napełniamy, gdy zacni mężowie w mieście z naszej przyczyny życie swe w niebezpieczeństwach mogą stracić"7. Jak rzekł, tak też pozostali uczynili, z tym że ich pomoc na niewiele się zdała obrońcom. Z braku strzał, włóczni, kamieni i kijów, którymi razili nieprzyjaciół, obrońcy przyjęli warunki kapitulacji. Gród dostał się w ręce Pomorzan. W rezultacie Słowianie nie dotrzymali złożonej wcześniej obietnicy, "lecz zabrali wszystkich ludzi, mężczyzn, kobiety i chłopców, wielu pozabijali, mianowicie tych co byli słabi i niższego pochodzenia lub których trudno było uprowadzić z sobą. Zabrali wszystkie pieniądze, które były w grodzie. Król Racibór i jego zwycięskie wojska ustąpiły i powróciły do Slawii, a wielka liczba ludu, który wzięty był w Konungaheli, potem długo był u Słowian w niewoli. Lecz gdy zostali wykupieni i wrócili do Norwegii i dobra swego, już mniejszego zażywali majątku. Wielki port handlowy Konungahela nigdy nie wrócił do takiego stanu jak przedtem"8
   W kilka lat później, dokładnie w 1147 roku Racibor I objął po śmieci protoplasty dynastii Gryfitów tron w Szczecinie, skąd nadal kontynuował łupieżcze wyprawy do Skandynawii.
   Ostateczna rozprawa
   Opustoszałe wyspy i nadbrzeża, wyludnione wsie i osady, leżące odłogiem pola oraz niekończące się napady piratów i korsarzy słowiańskich wymusiły na Duńczykach konieczność ostatecznego uporania się ze słowiańskimi Ranami z Rugii. W 1153 roku powstał w Danii zakon, którego celem była ochrona skandynawskich wybrzeży oraz walka z piratami. Poczynania duńskiej organizacji w niczym nie ustępowały działaniom korsarzy. Napadali na słowiańskie jednostki handlowe równie bezwzględnie jak ich południowo-wschodni sąsiedzi, a skonfiskowane towary dzieli między siebie. Takie postępowanie doprowadziło do kontrofensywy, której efekty był przerażające:"W owym czasie rozzuchwalili się piraci, od granic Słowian aż po Eidorę wszystkie wsie od wschodu opuszczone przez mieszkańców (...) leżały bez uprawy roli. Zelandię od wschodu do południa (...) zalegała pustka (...), na Fionii nic nie zostało prócz paru mieszkańców..."9. Jednakże już w 1157 roku Słowianie ponieśli dotkliwą stratę - na wodach koło Joluholm na skutek burzy zatonęła flotylla składająca się z 600 statków (według innych źródeł z 1500). Trzy lata później połączone siły duńsko-saskie opanowały ziemie Obodrzyców, którym na pomoc przypłynęli Ranowie. Po przegranej bitwie u ujścia Warnawy także i ci zostali zmuszeni do zawarcia pokoju z Duńczykami za cenę rezygnacji z pirackiego procederu. Ostateczny podbój Rugii dokonał się w 1168 roku, kiedy to Duńczycy zniszczyli sanktuarium Świętowita w Arkonie, ostatni bastion pogaństwa, natomiast w 1184 roku koło przylądka Darsin zatopili flotę księcia Bogusława, co stało się definitywnym końcem morskiej świetności Słowian bałtyckich.
Literatura:
1 Helmold, Kronika Słowian, Warszawa 1974, s. 90.
2 Tamże, s. 333.
3 Tamże, s. 414.
4 Ex Snorronis Historia regum Norvagiensium dicta Heimskringla, cyt. za K. Pieradzka, Walki Słowian na Bałtyku w X-XII wieku, Warszawa 1953, s. 107.
5 Tamże.
6 Tamże.
7 Tamże, s. 108.
8 Tamże, s. 109-110.
9 Saxonis Grammatici Gesta Danorum, cyt. za T. i R. Kiersnowscy, Życie codzienne na Pomorzu wczesnośredniowiecznym, wiek XX-XII, Warszawa 1970, s. 71.

Konny pomnik księcia obodryckiego Niklota na elewacji zamku w Schwerinie (rzeźbiarz Christian Genschow)
  



Niklot (zm. 1160) - książę obodrycki (1131-1160), był jednym z możnych plemienia Obodrzyców, który walczył z Niemcami i Duńczykami o wolność swego ludu m.in. podczas krucjaty połabskiej w 1147. Jedyny słowiański władca, który pokonał wyprawę krzyżową i powstrzymał przymusową niemiecką akcję chrystianizacyjną. Wrogo usposobiony do chrześcijaństwa, starał się jednocześnie przez całe panowanie o przyjazne stosunki z cesarstwem i panami saskimi, uważając to za główną podstawę istnienia państwa obodrzyckiego.
   Stał, wspólnie z późniejszym księciem wagryjskim Przybysławem, w 1128 na czele zbuntowanych przeciwko narzuconemu przez cesarza Lotara III z Supplinburga księciu Kanutowi Lavardowi wschodnich plemion obodrzyckich (tj. Obodrzyców właściwych i Warnów). Wzięty do niewoli, został osadzony w twierdzy Szlezwik, i wypuszczony dopiero po uznaniu tego ostatniego za władcę obodrzyckiego, opłaceniu okupu i daniu za siebie zakładników.
   Po zamordowaniu Kanuta Lavarda w 1131 obwołany księciem Obodrzyców i Warnów. W wyniku wyprawy wojennej cesarza Lotara na jego państwo musiał uznać niemieckie zwierzchnictwo nad księstwem. Był lojalny i wspomagał cesarza w jego działaniach na pograniczu (m. in. pomoc przy budowie twierdzy Segeberg). Zachował się biernie także w latach 1137-1143, kiedy to wskutek niepokojów w Saksonii po śmierci Lotara, władca sąsiednich Wagrów - Przybysław usiłował zrzucić zależność od cesarstwa.
   Dopiero w obliczu wyprawy krzyżowej z 1147 aktywniej zaczął działać w kierunku obrony względnej niezależności swojego państwa. Zaczął fortyfikować najważniejsze grody, m.in. Dubin i starał się pertraktować ze swoimi sojusznikami w cesarstwie, głównie z Adolfem II z Schauenburga, grafem holsztyńskim, w celu ochrony swojego księstwa przed krucjatą. Wobec fiaska tych rozmów zaplanował najazd na sąsiednią, już saską, Wagrię (czerwiec-lipiec 1147), zakończony zdobyciem miasta Lubeki (zamek się obronił), twierdzy Segeberg i wzięciem do niewoli znacznej liczby kobiet i dzieci. Podczas krucjaty z tego roku Niklot dowodził osobiście obroną Dubina, zadając najpierw klęskę flocie duńskiej, w wyniku czego doszło do odstąpienia od oblężenia połączonych lądowych sił sasko-duńskich. Po zakończeniu działań wojennych zawarł pokój z wojskami krzyżowymi w Dubinie, na zasadzie status quo ante, i na mocy którego Obodrzyce mieli uznać zwierzchnictwo saskie i zobowiązać się do przyjęcia chrześcijaństwa.
   Wobec zdecydowanej wrogości Niklota w stosunku do wprowadzonej na mocy pokoju dubińskiego organizacji kościelnej na jego ziemiach, nie doszło do napływu księży chrześcijańskich do jego państwa. Wyczerpane walką z wojskami krzyżowymi państwo Niklota nie było w stanie samo poradzić sobie z secesją dwóch plemion: Chyżan i Czrezpienian w 1151 i został zmuszony do szukania pomocy w ich ujarzmieniu u grafa Adolfa. Wobec osamotnienia państwa obodrzyckiego po 1147, Niklot pozostawał uległym wasalem saskim, posyłając posiłki na wojnę z Danią w 1156. Rachuby, aby utrzymać istnienie państwa, zostały przekreślone wyprawą Henryka Lwa, księcia saskiego i bawarskiego, wnuka cesarza Lotara III.
   Śmierć Niklota (Niklots Tod) - obraz Theodora Schloepkego z lat 1855/1857 eksponowany w Staatliches Museum Schwerin
   Wobec zawiązania w 1160 koalicji między księciem saskim a królem duńskim Waldemarem I Wielkim, próbował dokonać ataku na ziemie wagryjskie i ponownie zdobyć Lubekę. Niepowodzenie tej akcji spowodowało konieczność spalenia kilku grodów, takich jak Iłów, Mechlin, Skwierzyn i Dubin, aby nie wpadły one w ręce wroga, i wycofanie się Niklota wraz z wojskiem do grodu Orle (Wurle) leżącego nad rzeką Warnawą na granicy ziemi Chyżan, gdzie pragnął się bronić. Zginął w czasie bitwy pod Orłem (dziś Wurle k. Butzow w Meklemburgii) w 1160 roku podczas najazdu Henryka Lwa na jego ziemie. Zajęte tereny stały się lennem niemieckiego księcia, które nadał synom poległego władcy Słowian: Przybysławowi i Warcisławowi.
   Od jego syna, Przybysława (Pribislav), wywodzi się dynastia książęca panująca w niemieckiej Meklemburgii do 1918 roku.

   Jomswikingowie z Jomsborga. Chąśnicy, słowiańscy wikingowie.
   Jest druga połowa X wieku, gdy państwo Piastów krzepnie i rozwija swój obszar w kierunku morza. Po ciężkich walkach Pomorzanie ulegają. W 967 roku Mieszko I rozciąga swoje władztwo na ujście Odry i Pomorze z Wolinem. Około 970r. król duński Harald Sinozęby wchodzi w układy z Wolinianami i zakłada przy Wolinie warowny Jomsborg. Ta twierdza wikingów powstaje na Srebrnym Wzgórzu, gdzie znajduje się podgrodzie wielkiego Wolina. Pierwszym jarlem Jomsborga zostaje Palnatoki, który buduje ogromny port dla 300 statków! Wkrótce Wolinianie rozwijają istniejącą stocznię, aby zbudować solidne statki dla wikingów Jomsborga. Poszycie tych okrętów jest konstruowane na zakład, a dachówkowato zachodzące na siebie wzdłużne deski sięgają od dziobu do rufy. Zapewnia to okrętom lepszą stateczność na falach i niebywałą prędkość w sprzyjającym wietrze, gdyż powietrze zbierające się w załamaniach poszycia zmniejsza tarcie i opory okrętu nawet o połowę!
   Szukający przygód młodzi Wolinianie zaciągają się na służbę do tej wojskowej twierdzy, w której mogą mieszkać tylko silni i sprawni mężczyźni. Kobiety mają tam wstęp wzbroniony. Słabi nie wytrzymują trudów szkolenia w posługiwaniu się ciężkim bojowym łukiem, toporem czy mieczem i tarczą oraz wielogodzinnego wiosłowania, a także krwawych walk na morzu. Jeżeli ktoś nowy chce wziąć udział w morskiej wyprawie jomswikingów, musi walczyć na śmierć i życie. Dopiero gdy zwolni sobie miejsce zabijając konkurenta - może ruszać w rejs. Zostają tylko najlepsi, dlatego już wkrótce normańsko - słowiańscy jomswikingowie sieją postrach na Bałtyku.
   W 974r. powracający z Rusi norweski jarl Olaf Tryggvason toczy bitwę morską ze Słowianami. Wkrótce jarl zmaga się również z Duńczykami. Jego wojskowy talent dostrzega Mieszko I, który zaprasza młodego Norwega do swojej drużyny. W 984r. córka Mieszka Świętosława zostaje żoną szwedzkiego króla Eryka. To sprzyja wspólnej polsko - szwedzkiej polityce w obszarze Bałtyku. W 985r. wspólna wyprawa Duńczyków i jomswikingów pokonuje w cieśninach flotę norweskiego jarla Haakona. W tym samym roku, podczas wielkiej bitwy nad rzeką Fyris w Szwecji, wojowników Eryka wspomagają Polacy. Wojowie z licznego orszaku Świętosławy odcinają posiłki duńskie ciągnące na pomoc wrogowi Eryka, jarlowi Strybjornowi Starki. Również wojsko polskie obsadza wyludnioną warownię wikingów - Jomsborg na Srebrnym Wzgórzu w Wolinie! To uniemożliwia jomswikingom Palnatokiego powrót do warownego portu, który zbudował tutaj jarl. Od tej pory namiestnikami Jomsborga będą jarlowie sprzyjający piastowskim interesom nad Bałtykiem. Pierwszym z nich zostaje Olaf Tryggvason, który wcześniej przez rok lub dwa przebywa w drużynie Mieszka I. Zna więc Piastów i ich język. Przez pięć lat Tryggvason piastuje funkcję jarla Jomsborga - Wolina w służbie polskiej. Spisuje się znakomicie skoro jego imię jest coraz bardziej znane. Ceni sobie wyprawy z jomswikingami. Odmawia nawet niemieckiemu cesarzowi Ottonowi II, gdy ten chce uczynić go księciem w Saksonii. Jest ambitny. Rośnie w siłę i marzy o norweskiej koronie.
   W 986r. wskutek ran odniesionych w walce o tron ze swoim synem Swenem Widłobrodym, umiera w Jomsborgu - Wolinie król duński Harald Sinozęby. Tymczasem Tryggvason postanawia pokonać flotę władającego Norwegią jarla Haakona. Na czele jomswikingów płynie do wybrzeży Norwegii. Bitwa jest zażarta, jednak to starcie z jomswikingami w zatoce Hjoerungavag wygrywa Haakon. W 991r. zostaje zorganizowana wielka wyprawa króla Swena Widłobrodego i jomswikingów na Anglię. Tym razem wojownicy z Jomsborga odnoszą zwycięstwo nad angielskimi wojskami. W 995r. Olaf Tryggvason na czele własnej floty wspomaganej przez jomswikingów najeżdża Norwegię i pokonuje wreszcie jarla Haakona. Po wypędzeniu jego synów ogłasza się królem Norwegii, którą włada tylko pięć lat. Jego konflikt ze Świętosławą - Storradą sprawia, że Tryggvason rusza swoją wielką flotą na słowiańskie wody. Czyżby chciał panować również w Jomsborgu i ujściu Odry? Na wysokości wyspy Rany (Rugii) czekają już na niego królewskie floty Danii, Szwecji i Polski. Dnia 9 września 1000r . flota Słowian i polskiego Wolina uczestniczy w największej z bitew wikingów: morskiej bitwie królów pod Svoldern (Zwłodziem), zakończonej klęską floty norweskiego króla Olafa Tryggvasona i jego śmiercią.
   Tymczsem w Jomsborgu rządzi w imieniu Bolesława Chrobrego przebiegły jarl Sigwaldi. Musi solidnie pilnować piastowskich interesów skoro w 1007r. sami Wolinianie skarżą się cesarzowi na twarde rządy Bolesława Chrobrego. W 1012r. jomswikingowie uczestniczą w zwycięskiej bitwie pod Canterbury w Anglii. Rok 1043 przynosi wyprawy Słowian i jomswikingów na Duńczyków, zdobycie miast Hedeby i Arhus. Niezwykle silna, odwetowa wyprawa króla Magnusa dotkliwie niszczy Jomsborg i podgrodzia Wolina. Ale Jomsborg odbudowuje się, skoro w 1069r. flota Słowian i jomswikingów uczestniczy w zwycięskiej wyprawie morskiej na Anglię, zorganizowanej przez króla duńskiego Svena II Estrydsena. W roku 1106 młody norweski król Sigurd sprzymierza się z jomswikingami i wyrusza na wielką wyprawę krzyżową przeciwko Saracenom. Zwycięski król w chwale wraca do Norwegii. Co się stało z jomswikingami - o tym kroniki milczą. Może pozostali w słonecznej Italii, albo też na służbie u bajecznie bogatych arabskich książąt, we flotach których często pojawiają się żeglarze - dowódcy o słowiańskich i normańskich imionach.
   Niektórzy historycy twierdzą, że Jomsborg i jomswikingów wymyślili skandynawscy skaldowie u schyłku XIIw, zlepiając w jedną całość wszystkie dokonania słowiańskich chąśników z Wolina oraz innych pomorskich portów, aby przypisać je normańskim wikingom. Ale to już wyzwanie dla wnikliwych, ambitnych historyków.
   Wrzesław Mechło za www.wrzeslaw-legends.yoyo.pl/jj.html

  KRUCJATA NA SŁOWIAN
   W roku 1147 pod hasłami walki z niewiernymi rozpoczęła się kolejna wielka krucjata. Armie krzyżowców organizowały wyprawę na Jerozolimę. Władcy sascy postanowili wykorzystać sytuację, aby zająć ziemie należące do Słowian. Powszechnie rozgłosili, że pod bokiem, nad Bałtykiem mają pogańskich sąsiadów i muszą im przynieść chrześcijaństwo. Papież zezwolił książętom saskim zamianę Saracenów na Słowian. Chrześcijańskim rycerzom idącym za Łabę przysługiwały takie same przywileje, odpusty i nagrody w niebie jak krzyżowcom pod warunkiem, że żaden nie przyjmie od pogan okupu, bo to by umacniało niewiernych w błędach ich wyznania. Sasom było na rękę wymordować nieposłusznych, a pozostałych zniewolić pod pretekstem niesienia chrześcijaństwa. W porozumieniu z Duńczykami ruszyła wielka wyprawa krzyżowa na Obodrzyców i chrześcijańskich Pomorzan.
   Obodrzycki książę Niekłót (Niklot) zorientował się w sasko-duńskich knowaniach. Uznał, że nie ma sensu czekać na wojska krzyżowców, lecz należy wyprzedzić ich działania i zniszczyć zapasy, z których mogą korzystać. W tym celu potajemnie zebrał znaczne siły morskie. Nocą przeprawił się przez zatokę zwaną dzisiaj Meklemburską i skierował flotę do ujścia rzeki Trawny (obecnie Trawe). Postanowił zaatakować ziemię wagryjską zanim saskie wojska wtargną do jego państwa. O świcie dnia 26 czerwca słowiańska flota podążała ku wielkiej Lubece - miastu, które już w 1143r. wymusiło od Danii przywilej wyłączności solenia i rozprowadzania śledzi. Należy podkreślić, że Lubeka była pierwszym nadbałtyckim portem zdobytym przez Niemców na Słowianach.
   Mieszczanie dostrzegli niebezpieczeństwo i zorientowali się w sytuacji. Postanowili natychmiast powiadomić rycerzy grodu oraz ludzi w mieście o zagrożeniu. Jednak na niewiele to się zdało, bowiem wszyscy: i w porcie i w mieście, byli pijani od nocnego świętowania. Już cieszyli się na przybycie armii krzyżowców, która miała obrócić w perzynę grody słowiańskich sąsiadów. Dlatego niespodziewany obodrzycki atak był niezwykle skuteczny. Statki w porcie stanęły w płomieniach i wkrótce poszły z dymem. Podobnie nadbrzeżne zabudowania i magazyny. Zginęło ponad trzystu mężczyzn, którzy próbowali walczyć ze Słowianami. Inni poszli w niewolę. Ci, którzy zamknęli się w warownym grodzie musieli wycierpieć dwudniowe oblężenie. Słowiańskie oddziały konne przemieszczały się po ziemi wagryjskiej, rujnując, co tylko napotkały! Aby pozbawić krzyżowców zapasów żywności wzniecano pożary. Płomienie trawiły pola uprawiane przez osadników z Westfalii, Niderlandów i innych kolonistów. Kto próbował opierać się zbrojnie - zginął, a jego żony i córki uprowadzano w niewolę.
   Gdy tylko o słowiańskiej wyprawie dowiedział się niemiecki władca Holsztynu i Wagrii hrabia Adolf, natychmiast zaczął gromadzić wojska, z którymi ruszył, aby wypędzić najeźdźców. Skoro wieść o tym doszła do Słowian, powrócili na swoje śmigłe statki pełne niewolników i wspaniałych łupów, po czym wrócili do swoich siedzib.
   Dokładną relację z tej wyprawy znamy z kroniki Helmolda - ówczesnego proboszcza Bozowa w ziemi Obodrzyców, który pisze:
   "Niklot czując, że wyruszenie wyprawy zostało już bezapelacyjne postanowienie, przygotowuje potajemnie siły morskie i przepłynąwszy cieśninę [Meklemburską],skierowuje flotę do ujścia Trawny /Trawe/, pragnąc ugodzić ziemię Wagrów zanim by jeszcze wojska saskie wtargnęły do jego państwa. O świcie dnia, w który obchodzi się święto męczenników Jana i Pawła [tj. 26. VI], flota Słowian wpłynęła przez ujście Trawny. Wtedy mieszczanie niemieckiej Lubeki, usłyszawszy zgiełk wojska, przywoływali mężów grodu mówiąc: "Usłyszeliśmy odgłos wielkiej wrzawy nadchodzącego tłumu i nie wiemy, kto by to był?" Wysłali również gońców do miasta i na targowisko, zawiadomić o grożącym niebezpieczeństwie. Lecz lud pijany od mnóstwa trunków nie dał się oddalić ani z ulic, ani ze statków, dopóki otoczeni wrogami nie utracili przez podłożony pożar łodzi obładowanych towarem. Tego dnia zginęło powyżej trzystu mężów [...] Następnie ci, którzy byli w grodzie, musieli wycierpieć dwudniowe oblężenie. Natomiast oddziały konne przebiegające całą ziemię Wagrów rujnowały, co tylko zastały. Żarłoczny płomień strawił opole darguńskie i cokolwiek w dół Trawny uprawione było przez Westfalów, Holendrów i innych obcych kolonistów. Urządzili także rzeź tych dzielnych mężów, którzy przypadkiem próbowali opierać się zbrojnie, a ich żony i córki uprowadzili w niewolę [...] Dowiedziawszy się o tym hrabia Adolf, władca Holsztynu i Wagrii, zgromadził wojska do walki ze Słowianami i wypędził ich ze swej ziemi. Skoro wieść o tym doszła do Słowian, powrócili do statków i odpłynęli obciążeni pojmanymi ludźmi i różnym dobrem, które byli zrabowali w ziemi wagryjskiej"…
   Główne siły krzyżowców nie zdołały pomóc Lubece, gdyż z trudem oblegały słowiański gród Dąbin (Dobbertin) oraz położony w pobliżu Zwierzyn (obecnie Schwerin) W Zatokę Wyszomierską wpłynęło prawie dwa tysiące duńskich statków, które dostarczyły stutysięczną armię wojowników biorących również udział w oblężeniu. Duńczycy zajęli port w Wyszomierzu (obecnie Wismar). Tymczasem obrońców Dąbina postanowili odciążyć pobratymcy z Rany. Wróżba świętowita w Arkonie wypadła pomyślnie i wielka rańska flota przybyła Obodrzycom na odsiecz. Słowiański atak ugodził zaskoczonych Duńczyków tak silnie, że nawet ich dowódca Asker - wielki biskup Roskilde - stracił głowę i ze świtą uciekł na ląd, pozostawiając swoje statki. Stojąca na zewnątrz flota Skanów została całkiem zniszczona. Tymczasem Niekłót śmiałym wypadem z twierdzy rozbił wojsko duńskie oblegające Dąbin i wiele tysięcy Duńczyków "zgładziły słowiańskie miecze". Do tego doszła wieść o napadzie Słowian na ich flotę. Przestraszeni Duńczycy wycofali wojska z oblężenia Dąbina, powrócili na statki i zaatakowali Ranów, którzy jednak na swoich znacznie szybszych statkach bez trudu umknęli pościgowi. A cel, jakim było odciążenie obrońców Dąbina, został w pełni osiągnięty. Obwiniający się wzajemnie za klęskę skłóceni Duńczycy nie powrócili już wspomagać krzyżowców, lecz na ocalałych okrętach uciekli do swoich grodów.
   Podobna, wzajemna pomoc Słowian ochroniła przed zdobyciem i zniszczeniem przez wojska krzyżowe warowny Dymin (obecnie Demmin) nad rzeką Trzebszą (Trebel) i pobliski Mechlin (obecnie Meklenburg). Słowianie coraz częściej robili wypady z obleganych grodów, a ich niewielkie odziały skutecznie nękały krzyżowców.
   Całkowitą militarną i moralną kompromitacją wyprawy krzyżowej na ziemie Słowian okazał się nadodrzański Szczecin, na wałach którego biskup Wojciech, dawny kapelan Bolesława Chrobrego umieścił chrześcijańskie krzyże. Następnie wyszedł z procesją przed wały grodu i wytłumaczył krzyżowcom, że chrystusowa religia trwa na tej słowiańskiej ziemi już od 1124 roku. A wprowadził ją nie kto inny, tylko sam biskup Otton z Bambergu. Zarzucił przy tym saskim książętom ich gwałty i grabieże podkreślając, że nawracanie jest sprawą pokoju, a nie oręża i rozlewu krwi. Po otrzymaniu wynegocjowanego okupu krzyżowcy odstąpili od miasta. Przy stracie wielu ludzi, bez większych łupów, z opuszczonymi głowami rycerze krzyżowi wracali spod Szczecina do domu. Dołączyły do nich bezskutecznie oblegające Dąbin i Dymin wojska krzyżowe, których jedynym osiągnięciem było to, że Niklot obiecał im przyjąć chrześcijaństwo i wypuścić jeńców. Tak właśnie wielka i szumna wyprawa krzyżowa na Słowian północy zakończyła się nieoczekiwanie marnym skutkiem, a nawet kompromitacją saskich wichrzycieli.
   Wrzesław Mechło za www.wrzeslaw-legends.yoyo.pl/kruc.html

.